U PROGU SZTUKI.
Sewer.
U PROGU SZTUKI.
Powieść wspołczesna.
Tom II.
Petersburg.
1897.
Tymczasem w Rzeszowie powodzenie nie ustawało i, chociaż dochody się zmniejszały, nigdy jednak do tyla, aby Janek po przedstawieniu dostał mniej od pięciu guldenów.
— Byle tylko mieć co grać — powtarzał Hipolit — a możemy tu cały miesiąc przesiedzieć, zanim sezon wód nie zostanie otwarty.
— Cóż łatwiejszego — zabrała głos mama. Wysłać Janka do Krakowa, wydostanie z teatru wszystkie sztuki na cztery lub pięć osób, najmie przepisywaczy, za kilka dni wróci.
— Janek, jedziesz? — spytał Hipolit.
— Dziś po obiedzie odbiorę od krawca nowy garnitur, wieczorem zagram pana ''Silbersteina na koniu'', w nocy w drogę.
— Oto na rachunek pięćdziesiąt papierków, ruszaj!...
— Jakie to Boskie nastały czasy! — zawołał radośnie chłopiec — dziś pięćdziesiątkami rzucamy... a w BochnI?...
— Nie wspominaj mi Bochni! — zawołała mama.
— Ani mnie — dodał Hipolit.
— A ja — mówiła cicho Dziunia do Janka — lubię te wspomnienia. W Bochni zaczęłam kochać pierwszy raz w życiu i kocham szczerze, serdecznie, naiwnie.
Janek oczy wytrzeszczył.
— I dziś kocham — dodała — lecz jakoś inaczej — dokończyła cicho. Wiesz, Janek, tęskno mi za tą wiosną mego uczucia, za jego ciepłem i za tą radością, że się kocha... Gdy Hipek patrzył się na mnie, drżałam, gdy się zbliżał, zapierało mi oddech... Dziś jestem jego żoną! Pamiętasz Hamleta, nasze lekcje z Wernerem, herbatę z arakiem... Szczęśliwe były chwile.
— Do szewca! — zawołał Janek, robiąc podciętego komika.
— Gdzie się podział?... Pragnęłabym go ściągnąć do Rzeszowa koniecznie, grałby z nami i dalej pracowałabym z nim. Gdyby to można tu zagrać choć parę scen z Hamleta!
— Gdy złapię Wernera w Krakowie, spoję go, kupię mu bilet i przywiozę... A dlaczegożby nie można było zagrać Hamleta?... wstąpię do Bochni wynająć kostjumy dla Hamleta, Poloniusza i króla.
— Ja mam swoje własne! — zawołała uradowana Dziunia.
— Byleby tylko wystarczyło gotówki na zastaw — szepnął Janek.
— Pomyśl Janek, Werner z nami!... Herbata z arakiem i lekcje! Czy ty to oceniasz, rozumiesz? Szukaj go więc, choćbyś miał paść.
— Jeżeli go niema w Krakowie, to pewno siedzi w Tarnowie u mamy Piaseckiej, a jeśli i tam niema, to się już kopnął do Nowego Sącza.
— Przed Hipkiem ani słowa o Hamlecie, zrobimy mu niespodziankę.
Janek poleciał do krawca w kwestji nowego garnituru, Dziunia zabrała się do ról, mama do kuchni.
Dwa dni minęły, Dziunia czekała gorączkowo, chodząc w towarzystwie Karola Kurka i matki na dworzec kolei w godzinach przyjazdu pociągu.
Trzeciego dnia z wagonu trzeciej klasy wyskoczył Janek, za nim wychyliła się kudłata głowa Wernera w swym zimowym płaszczu. W jednej ręce trzymał biały kapelusz, w drugiej skromne zawiniątko, okryte czarną ceratą.
Dziunia wybiegła naprzód, pierwszy skoczył do niej Janek.
— Role,
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 Nastepna>>



